Otwarta fermentacja jest najlepsza

Piwo o oryginalnej, choć przekombinowanej nazwie (czy nie łatwiej napisać na przykład „ale”? (ale dzięki temu zabiegowi otrzymuje + za pomysł)), która zaciekawiła zapewne niejednego Kowalskiego (myślę, że właśnie o taki zabieg chodziło). Żadnego Miłosława nie darzę szczególną sympatią, do tego podchodzę bez żadnych oczekiwań.

Miłosław Górnej Fermentacji [Browar Fortuna]
⇒ Belgian ale (nie zostało to napisane wprost, ale temu piwu najbliżej jest właśnie do tego stylu, ponadto tak podpowiada ratebeer.com)
⇒ alkohol: 6%, ekstrakt: 13,2%
⇒ skład: słód pilzneński, jęczmienny palony, monachijski, cukier, belgijskie drożdże górnej fermentacji, chmiele: Styrian Golding (aromatyczny) oraz Magnum/Herkules (goryczkowe)

12272960_927019907377993_1615097530_n

Etykieta kusi nas widokiem na browar w Miłosławiu oraz krzykliwymi hasłami dotyczącymi fermentacji: to musi być prawdziwe combo, bo nie dość, że górna, to jeszcze otwarta, hehe.
A o co chodzi z tą otwartą fermentacją? Ogólnie rzecz biorąc, jest to zwyczajny chwyt marketingowy starający się uświadomić konsumentom, że piwo jest lepsze, bo warzone w „tradycyjny” sposób. Znam kilku fanów otwartych kadzi, którzy twierdzą, że smak takich piw jest „o wiele bogatszy”, co generalnie jest bzdurą, ponieważ wszystkie (a przynajmniej większość) genialne piwa fermentują w zamkniętych tankach. Ponadto nie przypominam sobie, żeby jakieś piwa fermentujące bez przykrycia wygrywały konkursy. I najistotniejsze – skoro otwarte kadzie są takie super, dlaczego używają ich jedynie dwa browary (Fortuna, Namysłów) w Polsce?
MIT OBALONY.

Aromat staje się bogatszy w miarę ogrzewania: początkowo licha słodowość nabiera pełni, ulatnia się też słodycz i alkohol, zapowiada się jak nie patrzeć belgijsko. Barwa ciemnobursztynowa wpadająca w pomarańcz.

Pierwszymi elementami zaznaczającymi się po upiciu inauguracyjnego łyku są miód, toffi i biszkopt z odrobiną masła. Wydaje mi się, że piwo jest trochę utlenione, ale nie będę rzucał oskarżeniami bezpośrednio na starcie. Owocowość charakterystyczna dla ejli jest, ale potrzeba nieco skupienia, aby ją wyczuć. Po przełknięciu odczuwalna jest wysoka pikantność porządnie szczypiąca koniec języka wraz z nutami pieprzowymi, a także wspomniany już miód (którego genezą w tym przypadku nie musi być proces utlenienia, lecz praca drożdży). Bieda, jeśli chodzi o chmiele, nie uświadczyłem niczego, co mogłoby być z nimi związane, oprócz wątłej goryczy.
Cieplejsza końcówka zawierająca duże stężenie nut maślanych i toffi utwierdziła mnie o obecności diacetylu, którego nie ma dużo, ale jest w ogóle.

Nie jest tragicznie, ale piło się średnio przyjemnie, jeśli się chce, to trochę Belgii można w tym piwie wyczuć.

_______________________
  • Ocena: 4,5+/10
  • Cena: około 3,5 zł
_______________________________________________________
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s